sobota, 30 sierpnia 2014

Recenzja - White Flower's Błoto z Morza Martwego

Hej! O tym produkcie pisałam wstępnie w poście o majowych i czerwcowych zakupach kosmetycznych. Minęło już trochę czasu odkąd mam ten produkt i udało mi się go trochę potestować, więc postanowiłam wreszcie napisać jego recenzję. Produkt, o którym mowa to White Flower, Błoto z Morza Martwego - maska na twarz i całe ciało do każdego rodzaju cery. Można go kupić w Rossmannie w cenie: 19,90 zł / 500 g. 

Opis z opakowania:
"Oryginalne błoto z Morza Martwego, pozyskane ręcznie, poddane procesowi suszenia na słońcu. Zachowuje wszystkie właściwości błota mokrego. Po otwarciu zawartość opakowania możesz zużywać stopniowo, przez dłuższy okres czasu.
Skład: 100% błoto z Morza Martwego.
Maska błotna z Morza Martwego:
- regeneruje, pielęgnuje i odżywia skórę,
- oczyszcza i wygładza, pozostawiając skórę świeżą, matową i nawilżoną;
- pobudza krążenie krwi i metabolizm skórny
- jest szeroko stosowana w ośrodkach SPA do zabiegów antycellulitowych i przeciw rozstępom
- pozwala usunąć zmęczenie fizyczne i psychiczne
- może być ważnym uzupełnieniem w terapii trądziku, łuszczycy, atopowego zapalenia skóry, egzem czy łojotoku."
Moja opinia:
Błoto nakładam zarówno na twarz, jak i na uda i pośladki (czyli miejsca, w których występuje cellulit). Na jeden zabieg zużywam z reguły ok. 5-6 łyżek błota i ok. pół łyżki - łyżki wody. Nakładam i czekam aż zaschnie. Po spłukaniu skóra jest widocznie oczyszczona, zmatowiona, gładsza a na udach lekko ujędrniona. Przez moment skóra jest zaczerwieniona i może czasem piec, ale jest to objaw chwilowy i szybko ustępuje. Jednak należy uważać z tym produktem i nie stosować go zbyt często - najlepiej 1-2 razy w tygodniu.
Nie zawiera konserwantów ani innych dodatków pochodzenia chemicznego.
Opakowanie jest duże i bardzo wydajne. Błoto w sypkiej postaci jest właściwie bezwonne, natomiast po połączeniu z wodą wyczuwalny jest zapach mokrego betonu - niezbyt przyjemny, ale też nie aż tak bardzo intensywny, więc do przeżycia. Może się zdarzyć, że w proszku znajdziemy drobinki kamieni czy inne tego typu drobiazgi. Trzeba zatem uważać podczas nakładania, żeby się nie zranić, chociaż czasem mogą one posłużyć jako peeling (z tym, że bardzo gruboziarnisty).
Po nałożeniu maseczki na twarz:

Miałyście już okazję zapoznać się z tym produktem? Jakie są Wasze opinie?



środa, 27 sierpnia 2014

Olejowanie włosów

Hej! Temat olejowania włosów jest ostatnio bardzo popularny. Zapewne wiele z Was już o tym niejednokrotnie słyszało. Ja się przekonałam do tego sposobu pielęgnacji włosów ok. roku temu, kiedy fryzjer zalecił mi zakup olejku Kerastase. Oczywiście nie używałam go do zabiegu olejowania, ale wtedy zaczęłam zgłębiać trochę temat. Kupowałam różne olejki: łopianowy, rycynowy, jojoba i na końcu arganowy.
 
Jeśli chodzi o olejek łopianowy, to niestety nie byłam z niego zadowolona. Miał pomóc na moje wypadające włosy. Ale się nie sprawdził. Pisałam o nim TUTAJ.
Olejek rycynowy najczęściej stosuję w połączeniu z cytryną i żółtkiem jajka. Taką maseczkę nakładam na 15 minut. Włosy stają się miękkie i lśniące.
Olejek jojoba stosuję sporadycznie, z reguły tylko na końcówki, ponieważ to właśnie końcówki moich włosów są suche po częstym farbowaniu, a pozostałe partie włosów mają tendencję do przetłuszczania.
Olejek arganowy zaczęłam stosować całkiem niedawno, ale już widzę pierwsze efekty jego działania. Zaopatrzyłam się w ten z Bielendy. Wcześniej stosowałam go raczej na noc na skórę twarzy, ale postanowiłam spróbować na włosy i jestem bardzo zadowolona.
 
 
Każdy olejek ma inne właściwości i w zależności od tego na czym nam zależy, powinnyśmy wybrać ten odpowiedni do naszych włosów. Z reguły olejki można stosować także na twarz oraz na całe ciało.
Poniżej krótka lista różnych olejków z ich głównymi właściwościami.
 
Olejek łopianowy (polecam też artykuł o właściwościach łopianu):
- zapobiega łojotokowemu zapaleniu skóry,
- zapobiega wypadaniu włosów,
- pomaga w leczeniu chorób skóry
- przeciwdziała łupieżowi.
 
Olejek rycynowy
- oczyszcza,
- wzmacnia,
- przyspiesza porost włosów (często stosowany jest też do brwi i rzęs),
- nawilża,
- zamyka łuski włosów.
 
Olejek jojoba (zwany też złotem pustyni):
- głęboko odżywia,
- zapobiega odwadnianiu,
- zmiękcza włosy
- dodaje blasku,
- łagodzi podrażnienia skóry głowy.
 
Olejek arganowy (więcej informacji o arganii):
- ma działanie przeciwzapalne,
- pomaga w leczeniu chorób skóry,
- głęboko nawilża,
- odżywia włosy zniszczone działaniem środków chemicznych (np. farba) i wysokiej temperatury,
- chroni przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych.
 
Olejek kokosowy:
- ma właściwości wzmacniające, nawilżające, odżywcze,
- wygładza włosy,
- nadaje lekkości i blasku,
- zapobiega plątaniu włosów oraz uszkodzeniu końcówek podczas czesania.
 
Olejek migdałowy:
- nawilża,
- zapobiega puszeniu się włosów,
- ułatwia rozczesywanie.
 
 
Olejowanie włosów
Olejek może być w postaci płynnej (znaczna większość omawianych tu olejków ma właśnie taką konsystencję) lub stałej (np. olej kokosowy). Olejek możemy podgrzać (olej kokosowy musimy doprowadzić do bardziej płynnej konsystencji, więc najlepiej chyba to zrobić w naczyniu w mikrofalówce bądź na kuchence; natomiast płynne olejki możemy rozgrzać w dłoniach) i następnie nakładamy go na poszczególne partie włosów, od nasady do końcówek (lub na same końcówki, w zależności od ogólnego stanu włosów). Zawijamy włosy w ciepły ręcznik i czekamy ok. poł godziny, godzinę (możemy również nałożyć olejek wieczorem przed snem i zostawić go na całą noc), po czym spłukujemy i myjemy włosy szamponem.
Po zastosowaniu olejku włosy są nawilżone, lśniące, nie plączą się i ogólnie wyglądają na zdrowsze.
 
Moje włosy przed zabiegiem...
 
i po:
 
A czy Wy przeprowadzacie zabieg olejowania włosów? Jakie są Wasze wrażenia? Jesteście zadowolone z efektów?


poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Moja kolekcja szminek, pomadek, błyszczyków

Hej! Kontynując serię kolekcji (była już mowa o perfumach i lakierach) dziś zaprezentuję Wam moje pomadki i błyszczyki. Nie ma ich tak dużo jak lakierów.

 Yves Rocher
1. błyszczyk z serii Śródziemnomorskie Lato - intensywny róż, nr 13471
2. zestaw mini pomadek w różowych i neutralnych kolorach
3. błyszczyk powiększający usta Sexy Pulp - jaskrawy róż, nr 04019
4. błyszczyk powiększający usta Sexy Pulp - ciemna czerwień, nr 04165
5. Couleurs  Nature pomadka połyskująca Voille Brillance - arbuz, nr 37286 (pieknie pachnie)
6. Couleurs  Nature pomadka połyskująca Voille Brillance - liczi, nr 37837
7. błyszczyk bezbarwny z ekstraktem z maliny, nr 23223 (super pachnie)
8. czerwona pomadka, nr 17101
9. Les Plaisirs Nature błyszczyk mandarynkowy (smakowity zapach)
10. Luminelle błyszczyk truskawkowa czerwień, nr 38184
Bell
11. Pomadka trwale barwiąca Tint Lipstick - różowa, nr 02 (naprawdę bardzo trwała, z czasem kolor nabiera intensywności)
12. Glam Wear trwały błyszczyk - różowy, nr 037
13. Glam Wear Nude kremowy błyszczyk - nude, nr 03
14. Glam & Sexy pomadka-błyszczyk - jasny róż, nr 45
15. Essence - czekoladowy brąz, nr 56 Sweet Metal
16. Essence Stay Matt Lip Cream - nude, nr 03 Soft Nude (bardzo trwała pomadka)
17. Catrice Ultimate Colour - różowy nude, nr 270 Hey Nude
18. Catrice Ultimate Colour - beżowy nude, nr 010 Be Natural!
19. Lip Stain Pen Primark - różowy
20. Rimmel Vinyl Gloss - różowy błyszczyk, nr 140 Dance With Me
21. Maybelline NY Watershine Gloss błyszczyk krystaliczny połysk - różowy
22. Manhattan Soft Matt Lipcream - trwała pomadka w kolorze różowy nude, nr 53M (naprawdę dobrze się utrzymuje na ustach).

I to by było na tyle na chwilę obecną. 
Używałyście któryś z tych pmadek lub błyszczyków? Jakie są Wasze wrażenia? Podzielcie się swoimi opiniami.

sobota, 23 sierpnia 2014

Moja kolekcja lakierów do paznokci

Hej! Na początku roku podzieliłam się z Wami moją kolekcją perfum. Jeśli macie ochotę sobie przypomnieć, zapraszam TUTAJ. W dzisiejszym poście pokażę Wam mój zbiór lakierów do paznokci, Jak je przeglądałam przed zrobiniem zdjęć, to trochę się zdumiałam, bo o niektórych już nie pamiętałam, że je mam. Trzeba będzie zatem je sobie przyponnieć i użyc ;)
Na razie pokażę je Wam w buteleczkach na zdjęciach. Posegregowałam je markami. Dodam, że część z nich jest super i mogę wiele polecić, ale są też takie, które raczej nie nadają się do użytku i pewnie wkróce się ich pozbędę.
Gotowe? Zaczynamy :D

1. Maybelline NY Colorama - piękny róż wpadający w fuksję, nr 06
2. Inglot - niebieski, mieniący się na zielono, nr 322
3. Rimmel 60 Seconds - różowy neonowy, nr 619 Pulsating
4. Pablo - fioletowy mieniący sie na złoto
5. Pablo - różowy
6. Catrice - bardzo jasny szary , nr 630Sing: Hey, Dirty -Lilah!
7. Wibo Lovely Colormania - beżowy
8. My Secret - bardzo jasny różowy, nr 113
9. Misslyn - brokatowy brudny róż, nr 36
10. Sensique - jasny perłowy róż, nr 136
11. Sensique - bezbarwny z różnokolorowymi drobinkami, nr 200
12. H&M - pomarańczowy, Chica Boom Boom
13. H&M - głęboki fiolet (brak numeru i nazwy)
Kolekcja Yves Rocher. Uwielbiam te malutkie lakiery o pojemności 3 ml. Z reguły udaje mi się je wykończyć zanim wyschną i wyrzucam puste buteleczki a nie do połowy pełne. Dodatkowo są tanie i mają duży wybór ładnych kolorków.
14. nabłyszczający, nr 112 Sienna - ciemna czeewień wpadająca w brąz
15. ciemna czereśnia, nr 32
16. połyskujący róż, nr 04
17. opalizujący róż, nr 06
18. fiołkowy, nr 05
19. szykowny błękit
20. nasycony błękit
21. śnieżna biel, nr 02
22. refleksy złota, nr 12
23. Wibo Glamour Nails - beżowe złoto, nr 5
24. Wibo Express Growth - jasny fiolet ze złotymi drobinkami, nr 230
25. Wibo Express Growth - neonowy róż, nr 310
26. Bell  Glam Wear - krwista czerwień, nr 406
27. Bell Fashion Colour - głęboka zieleń, nr 301
Kolekcja Essence
28. Nail Art - czarnny ze srebrnymi drobinkami, nr 09 Mysterious Black
29. Multi Dimension - głęboki fiolet, nr 63 Purple Cherry
30. Multi Dimension - morski, nr 75 Tryin' To Be Cool
31. Nail Art Cracking - pękający srebrny lakier, nr 04 Crack Me! Silver
32. Colour & Go - żółty - bardzo nietrwały, nie polecam!
33. Colour & Go - różowy - ma być szybkoschnący, nie do końca tak jest :/
34. Colour & Go - zielony - podobnie jak dwa powyżej - nie polecam lakierów z tej serii
Miss Sporty
35. Clubbing Colours - zielony, nr 2208
36. Clubbing Colours - jasny żółty, nr 2186
37. Clubbing Colours - ciemny zielony, nr 3052
38. Lasting Colour - czarny, nr 133257
Odżywki, top coat'y
39. KillyS - utwardzacz do paznokci z keratyną
40. Catrice Nail Expert zmiękczacz do skórek
41. Eveline Nail Therapy Professional odżywka wzmacniająca z diamentami
42. Essence żelowy top coat

Oj trochę się tego uzbierało. Na szczęście przygotowanie zdjęć do tego postu sprawiło, że zrobiłam porządek z lakierami i część, która już nie za bardzo się nadawała do użycia została od razu wyrzucona.
Co sądzicie o tych lakierach? Ja z czystym sumieniem mogę polecić Maybelline Colorama oraz Yves Rocher. Przestrzegam przed Essence. Fajnym lakierem jest też Rimmel 60 seconds, chociaż przeszkadza mi trochę za duży pędzelek oraz fakt, że na moich paznokciach ten lakier wcale tak szybko nie zasycha.











 

czwartek, 21 sierpnia 2014

Denko #6

Hej! W dzisiejszym denku kilka produktów, które moim zdaniem nie powinny w ogóle zostać wyprodukowane. Zasługują one wg mnie na miano bubli kosmetycznych, których nie warto kupować. Na szczęście kilka produktów sprawdziło się w swojej roli. Są też moje perełki, które używam od dłuższego czasu i trudno mi nawet zliczyć, ile opakowań danego produktu zużyłam. Jeśli macie ochotę poznać, o jakich produktach mówię, zapraszam do dalszej lektury.

Pielęgnacja ciała:
Nivea nawilżający balsam do ciała pod prysznic
Nie wiem po co Nivea wypuściła na rynek ten produkt, ale wg mnie to jest bubel wszechczasów. Totalna strata pieniędzy, co prawda nie moich, bo na szczęście nie kupiłam tego jakże rozreklamowanego balsamu, ale jednak. Nie rozumiem jaki jest sens smarowania się tym po umyciu, po to, żeby po 30 sekundach spłukać to z ciała. Autentycznie pieniądze idą do kanałów ściekowych... Ten produkt w ogóle nie nawilża. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest posmarowanie ciała oliwką tuż po myciu, niż tego balsamu.  Dodatkowo ciężko wydostać odpowiednią ilość balsamu z tubki. 
Nie polecam. Nigdy więcej tego produktu. Tak szybko chciałam się go pozbyć, że opakowanie od razu wyrzuciłam, nie zrobiłam więc zdjęcia...

Yves Rocher Expert Reparation mleczko odbudowujące do skóry bardzo suchej 
Bardzo fajny produkt. Ładnie pachnie, szybko się wchłania i bardzo dobrze nawilża. Ja go stosowałam głównie na kolana i łydki, bo na tych częściach ciała mam dosyć suchą skórę, ale też ostatnio po powrocie z urlopu na bardzo mocno opalone ramiona i dekolt. Może nie jest to nie wiadomo jaki hit, ale na pewno sprawdza się i spełnia swoją rolę. Może spokojnie polecić jako alternatywę w stosunku do innych balsamów.
Składniki aktywne: masło karité bio, mangiferyna, olejek z soi, olejek z kopry, olejek z rzepaku, gliceryna.
Niestety ponownie zapomniałam zrobić zdjęcia, więc to jest ze strony producenta.

Pielęgnacja włosów:
Garnier Ultra Doux odżywka do włosów cienkich, drożdże piwne i owoc granatu 
Tego produktu raczej też nie polecam. Niestety nie spełnia swoich funkcji, ponieważ nie nadaje włosom objętości. Włosy są po niej jakieś takie "tępe", szorstkie. Pod koniec trudno jest wydostać produkt z opakowania. Zapach też nie powala. Tak więc tym razem mówię nie produktowi Garniera.


Biovax Intensywnie Regenerująca Maseczka do włosów słabych ze skłonnością do wypadania
O tym produkcie  napisałam oddzielny post z recenzją. Znajdziecie go TUTAJ. Co tu więcej pisać, polecam i tyle.

Biovax serum wzmacniające A+E
O tym produkcie też już pisałam recenzję TUTAJ. To już chyba 3 lub 4 buteleczka. I z pewnością kupię kolejną, ponieważ włosy po zastosowaniu tego serum są super miękkie, lekkie i łatwo się rozczesują.

Pielęgnacja twarzy:
Clean & Clear tonik głęboko oczyszczający do skóry wrażliwej
Co prawda nie ma wrażliwej cery, ale mam wrażenie, że ten tonik jest bardzo mocny, więc wolę używać tego o skóry wrażliwej. Naprawdę bardzo dobrze oczyszcza cerę. Jedynym minusem jest bardzo ostry zapach alkoholu.



Lirene płyn micelarny
To już kolejne opakowanie tego produktu. Bardzo dobrze zmywa makijaż, nawet wodoodporny. Więcej informacji znajdziecie w denku #2.

Garnier, Hydra Adapt, matujący i odświeżający krem - sorbet do cery mieszanej i tłustej
Zawiera ekstrakt z zielonej herbaty. Ma fajną konsystencję. Pod palcami wyczuwalne są takie jakby grudki, chociaż nic takiego nie widać. Szybko się wchłania i całkiem nieźle matuje. Ten krem był moim ulubieńcem w listopadzie ubiegłego roku. I chyba nim pozostaje do tej pory ;)
Pozostałe:
Nivea balsam do rąk SOS ukojenie i pielęgnacja Hydra IQ
Moje dłonie są często bardzo suche i spierzchnięte. Niestety często nawracają u mnie objawy atopowego zapalenia skóry na dłoniach. W związku z tym potrzebuję produktów, które naprawdę silnie nawilżą moją skórę. Do takich produktów z pewnością należy balsam do rąk sos Nivea. Naprawdę super nawilża. Jedynym minusem jest konsystencja - bardzo tłusta, więc do czasu aż krem się wchłonie, lepiej nic nie robić, bo można zostawiać tłuste plamy na rzeczach, których się dotknie. Kupiłam już drugie opakowanie, które wkrótce również się opróżni.

Miałyście okazję wypróbować któreś z powyższych kosmetyków? Jakie są Wasze opinie na ich temat? Podzielacie moje zdanie, czy macie kompletnie inne?

wtorek, 19 sierpnia 2014

Wspomnienia z wakacji 2014 - Gatteo a Mare

Hej! Wreszcie udało mi się znaleźć chwilę czasu, żeby podzielić się z Wami moimi wspomnieniami z tegorocznego urlopu. Spędziłam go, jak część z Was już wie ze wcześniejszych postów, podobnie jak w zeszłym roku we Włoszech, w urokliwej miejscowości turystycznej Gatteo a Mare. Gatteo znajduje się w prowincji Forli-Cesena, nad Morzem Adriatyckim, ok. 20 km na północ od Rimini.
Podróż nie należała do najwspanialszych - spędzenie 24 h w autokarze nie jest niczym przyjemnym. No ale coś za coś (niższa cena za bardziej męczący transport). Wyjazd - czwartek, 24 lipca o godz. 8:30 z Dworca Zachodniego w Warszawie, Po drodze postoje w Łodzi, Piotrkowie, Częstochowie, Katowicach i Tychach. Na miejsce dojechaliśmy w piątek, 25 lipca, ok. godz. 8:00. Pogoda nie zachęcała do wyjścia z autokaru. Było pochmurno i, jak na Włochy, chłodnawo - ok. 21 stopni C. Na pokój w hotelu musieliśmy poczekać do ok. 12, więc w tym czasie poszliśmy przywitać się z morzem. Jak widać na zdjęciu, chmury i temperatura skutecznie przegoniły turystów z wody, aczkolwiek na plaży było sporo osób. 
Przez pierwsze 3-4 dni pogoda była w kratkę - do ok. południa chmury i deszcz, po południu wychodziło słońce, po czym na wieczór znowu się chmurzyło, padało i czasem nawet grzmiało. Spowodowało to, że zamiast leżeć plackiem na plaży i odpoczywać biernie, musieliśmy zmienić plany i odpoczywaliśmy czynnie, czyli zwiedzając okolice.
W sobotę postanowiliśmy pojechać do Ravenny (oddalonej o ok. 35 km od Gatteo). Kupiliśmy bilety, skasowaliśmy je (we Włoszech jest obowiązek kasowania biletów w kasowniku przed wejściem do pociągu), po czym z głośnika dobiegła informacja o opóźnieniach i odwołanych pociągach z powodu strajku pracowników kolei. Na szczęście następnego dnia udało nam się przekonać konduktora, że nie wykorzystaliśmy biletu z powodu strajku i pozwolił nam na tym bilecie pojechać do Ravenny.





W poniedziałek pojechaliśmy do San Marino (ok. 35 km.). Byliśmy tam już w zeszłym roku, więc głównym naszym celem były zakupy. Ponownie zaopatrzyliśmy się w cały karton pysznych różnorodnych win i likierów produkcji sanmaryńskiej. Pogodę mieliśmy podczas tej wycieczki super. Słońce tak grzało, że udało nam się całkiem nieźle przypalić ramiona i plecy ;)






Wieczorem mieliśmy zorganizowany rejs statkiem do pięknej miejscowości Cesenatico, gdzie można zobaczyć kanał zaprojektowany przez Leonardo da Vinci.


We wtorek pogoda ponownie się załamała. Z hotelu mogliśmy wyjść dopiero ok. 13, bo wcześniej ciągle padało. Pojechaliśmy do oddalonej o ok. 10 km miejscowości o nazwie Cervia Milano Marittima. Bardzo ładne miasteczko, chyba trochę mniej oblegane przez turystów. Znajduje się tam Park Naturalny, który można trochę porównać do zoo. Nie udało nam się niestety go przejść. Widzieliśmy jedynie zza ogrodzenia konie, królika i pawie. Za to przeszliśmy się po Parku Regionalnym Delty Padu.






W środę była wreszcie pogoda do plażowania. Mogliśmy więc się trochę poopalać i wykąpać w morzu, które nie było jeszcze zbyt ciepłe po tylu chłodnych dniach. Ale jakoś daliśmy radę.  
W czwartek udaliśmy się do parku rozrywki Mirabilandia (w okolicach Ravenny). Atrakcje tam są super, naprawdę warto ten park odwiedzić, jednak trochę przerażają kolejki. Przejazd na jakiejś maszynie trwa średnio ok. 1 minuty, a czas oczekiwania przekracza pół godziny, czasem dochodzi nawet do 1,5 h. Nie potrafię sobie wyobrazić jak to wygląda w weekendy, kiedy dodatkowo przyjeżdżają tam jeszcze Włosi. Poza różnymi rollercoasterami, znajdują się tam też atrakcje sezonowe (w tym roku jest Dinoland) oraz rozmaite pokazy i przedstawienia. Będąc w Mirabilandii nie można przegapić pokazów szkoły policyjnej. Bardzo fajne, widowiskowe i śmieszne show.





W piątek również dopisała pogoda, zatem ten dzień spędziliśmy na plaży i w morzu. Wieczorem wybraliśmy się na spacer do kolejnej urokliwej miejscowości turystycznej o nazwie Bellaria, oddalonej o ok. 5 km od Gatteo. Znajduje się tam wieża saraceńska z XVII w., w której obecnie znajduje się muzeum muszli występujących w rejonie Morza Adriatyckiego.

Sobotę spędziliśmy w Rimini. Jest to bardzo stare miasteczko. Najstarzą budowlą jest Łuk Augusta, który wzniesiono w 27 r. n.e. Ponadto jest tam wiele innych zabytkowych budowli, m.in. Amfiteatr. Przeszliśmy Traktem Augusta - od Łuku Augusta do Mostu Tyberiusza. Nie brakuje tam też małych kawiarenek oraz luksusowych butików.







W niedzielę musieliśmy z samego rana opuścić pokoje. Natomiast wyjazd był przewidziany na godz. 17. W tym czasie postanowiliśmy się jeszcze przespacerować. Udaliśmy się zatem ponownie do Cesenatico, tym razem na piechotę - odległość to ok. 5 km. W tamtą stronę szliśmy główną ulicą biegnącą wzdłuż wybrzeża, a wracaliśmy już samym brzegiem plaży i po raz ostatni moczyliśmy nogi w morzu. Dochodząc już do Gatteo niebo zaczęło się bardzo chmurzyć. Gatteo chyba się z nami żegnało, płacząc ;)

Kilka zdjęć samego Gatteo.







 
W drodze powrotnej, przed Wenecją utknęliśmy w 2-godzinnym korku. Na szczęście jakoś później udało się to trochę nadgonić i do Warszawy dojechaliśmy w poniedziałek o 17.
Ten wyjazd był tak intensywny, że w sumie nie odczułam, żebym gdzieś wyjeżdżałam. Ciągle się coś działo i czas tak szybko płynął.
Gatteo a Mare jest świetną bazą wypadową do wielu miast wartych zwiedzenia, a dodatkowo urokliwą miejscowością turystyczną. Polecam je Wam z czystym sumieniem.
A teraz czas zacząć planować i oszczędzać kasę na przyszłoroczny urlop ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...