wtorek, 30 września 2014

Fotograiczne podsumowanie miesiąca - wrzesień 2014

Hej! Kolejny miesiąc dobiegł końca. Do końca roku już coraz mniej czasu. Tylko patrzeć jak nadejdzie grudzień i znowu będziemy witać Nowy Rok. Ale póki to nastąpi to podzielę się z Wami kilkoma fotkami z września. Był to z jednej strony udany miesiąc, ale z drugiej trochę stresujący. Mam nadzieję, że październik będzie trochę lepszy pod tym względem. 
Miłego oglądania!

Top - prezent z Zakopanego, ale made in China ;) Ach te oczy ;)
Napój energetyczny niby pomagający w spalaniu kalorii... mało smaczny.
Dynie dekoracyjne - zaczął się sezon dyniowy. W domu już mi się marynuje dynia. Wkrótce planuję przygotować też ciasto dyniowe :)
Co za rym... Znalezione w Gdańsku Brzeźnie :)
W Gdańsku tacy fryzjerzy pracują... Tak sobie myślę: czemu ludzie nie mogą się upewnić, czy coś jest dobrze napisane, zanim coś takiego upublicznią... To już kolejny przypadek, z którym się spotykam. Kiedyś jakiś salon, który oferował kolczykowanie też się nie popisał znajomością angielszczyzny...
Po wycieczce do Norwegii - lądowanie w Warszawie we mgle (Lotnisko Chopina).
Mam w tym roku szczęście do podwójnych tęczy ;)
Wystawa w Centrum Sztuki Współczesnej - BMW Art Cars
Widok z okna hotelowego w Toruniu (polecam zwiedzenie tego pięknego miasta)
 Pokaz fontann w Toruniu

A jak Wam minął wrzesień?






poniedziałek, 29 września 2014

Recenzja - Purederm Złuszczająca maska do stóp

Hej! Widziałam wiele pozytywnych opinii o pewnym produkcie do stóp. Ponieważ od dłuższego czasu borykam się z twardą skórą na pięcie, stwierdziłam, że może ta maska mi pomoże i będę mogła się wreszcie pozbyć moich problemów. Początkowo byłam trochę sceptyczna, ponieważ efekty nie pojawiły się u mnie w czasie deklarowanym przez producenta. Po pewnym natomiast czasie okazało się, że jednak wszystko jest w porządku i wszystko działa jak należy.
Poniższa recenzja dotyczy produktu firmy Botanical Choice Purederm. Jest to Złuszczająca maska do stóp. Można ją nabyć w drogeriach Hebe za cenę 19,90 zł za opakowanie, w którym znajdziemy jedną parę skarpet jednokrotnego użytku.
W skarpetach tych znajduje się płyn, który ma zrobić dla nas całą robotę. Zawiera ekstrakt z rumianku i papai. 
Sposób użycia: na umyte i osuszone stopy zakładamy skarpetki złuszczające i trzymamy je 60-90 min. Można w nich chodzić, płyn się nie wyleje, natomiast nie jest to zbyt wygodne, więc lepiej po prostu siedzieć przez ten czas. Po zalecanym czasie zdjąć skarpetki i opłukać stopy. Ważne by w czasie od użycia do całkowitego złuszczenia się naskórka nie stosować innych zabiegów peelingujących.

Skarpetki miałam na nogach przez maksymalny dopuszczalny przez producenta czas, czyli 90 min. Po ich zdjęciu moje stopy były pomarszczone jak po długiej kąpieli. Nie odczuwałam żadnego pieczenia ani swędzenia.
Producent pisze na opakowaniu, że proces złuszczania rozpoczyna się po ok 3-5 dniach od zastosowania maski. U mnie trwało to trochę dłużej. Pierwsze objawy złuszczania pojawiły się u mnie po 8 dniach. Natomiast już dwa dni później moje stopy były jak nowe - różowiutkie i gładkie.
UWAGA! Poniższe zdjęcie może być nieco drastyczne, oglądacie na własną odpowiedzialność (zmniejszyłam je trochę, żeby łatwiej było je jakoś pominąć przez osoby, które nie mają ochoty tego oglądać).
 
 
 
 
 
 
Ogólnie mogę powiedzieć, że na moich stopach ten produkt się sprawdził. Wreszcie pozbyłam się twardej skóry z pięt. Są one teraz miękkie i gładkie. Maskę tę mogę polecić z czystym sumieniem.
 
 

niedziela, 28 września 2014

Szaleństwo zakupów 4-5 października 2014

Hej! Nie wiem, czy już wszyscy słyszeliście, więc spieszę z informacją! W przyszły weekend, tj. 4 i 5 października będzie miała kolejna edycja wyczekiwanego przez wszystkich zakupoholików ;) "Szału zakupów" czy też "Szaleństwa zakupów". Kupony rabatowe dostępne są w czasopismach: Elle, Glamour oraz InStyle. Zamierzacie trochę poszaleć? Myślę, że ja dla siebie na pewno coś znajdę ;)

Miłych zakupów Wam życzę :)

czwartek, 25 września 2014

Recenzja - Kallos maska do włosów farbowanych

Hej! W jednym z pierwszych postów opublikowanych we wrześniu wspominałam o zakupie maski firmy Kallos do włosów farbowanych. Wpis ten możecie znaleźć TUTAJ. Kilka razy już użyłam tej maski i myślę, że czas najwyższy podzielić się moimi refleksjami na jej temat. Jeśli macie ochotę do zapraszam do dalszego czytania.
Kupiłam tę maskę za 5,90 zł. Pojemniczek ma pojemność 500 ml. Można też dostać pojemnik o pojemności 1000 ml za ok. 9 zł. Składnikiem aktywnym jest olejek z lnu. Dodatkowym atutem jest zawartość filtrów UV, które chronią włosy przed szkodliwym działaniem promieni słonecznych oraz innych czynników ze środowiska. Maseczka ma przyjemny zapach i konsystencję. Łatwo rozprowadza się na włosach. Wystarczy tylko 5 minut (chociaż ja z reguły trzymam ją ok 15 min), a włosy stają się wyczuwalnie gładsze i bardziej miękkie w dotyku. Nie plączą się i łatwo się je rozczesuje. Nie ma wrażenia, że włosy są "sianowate" czy "tępe". Po wysuszeniu włosy są pełne blasku. Nie zauważyłam, żeby moje włosy były obciążone. Produkt jest całkiem wydajny. Myślę, że to nie ostatnie opakowanie, które kupiłam ;)   



Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Linum Usitatissimum Seed Oil, Citric Acid, Benzophenone-3, Propylene Glycol, ParFum, Benzyl Alcohol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone.

Jakie są Wasze doświadczenia po stosowaniu tego produktu? Jesteście zadowolone, czy nie za bardzo?

 

 

środa, 24 września 2014

Podróże małe i duże - Tonsberg, Norwegia

Hej! W ostatni weekend pojechałam ze znajomymi na wycieczkę do Norwegii. Wyruszyliśmy w piątek po południu i pierwszym punktem na naszej mapie podróży był Gdańsk. Lot z Modlina do Gdańska trwał ok 30 min. Będąc w Gdańsku nie mogliśmy odmówić sobie wycieczki nad morze. Udaliśmy się więc na molo w Brzeźnie. Pogoda była bardzo przyjemna i było nawet dosyć ciepło.
Punktem docelowym naszej eskapady było małe miasteczko Stokke. Tam nocowaliśmy. Jednak nie mogliśmy sobie odmówić wycieczki do Tonsberga. 

Lot z Warszawy do Gdańska - jak startowaliśmy, na ziemi było już ciemno. Gdy wznieśliśmy się na wysokość przelotową, naszym oczom ukazał się taki oto obrazek :) Szyba trochę brudna w samolocie była, ale i tak dobrze widać, co się za nią dzieje.
Gdańsk z lotu ptaka
I startujemy z Gdańska do Sandefjord Airport, Torp w Norwegii.
Gdzieś nad Szwecją lub już Norwegią
Po wylądowaniu na lotnisku w Torp.
Urokliwa stacja kolejowa w Torp... jedziemy do Tonsberga (ponoć najstarszego miasta w Norwegii, założonego w 871 r.).
W oddali na wzgórzu widać średniowieczną Fortecę Tonsberg.
Fotki z Tonsberga:
 
 
 
 
 
Po zwiedzeniu Tonsberga udaliśmy się pociągiem do Stokke, gdzie mieliśmy spędzić noc. Odnalezienie ulicy z wynajętą przez nas chatką okazało się nie lada wyczynem ;) Gdy już nam się to udało, rozpaliliśmy ognisko i zjedliśmy kiełbaski. W planie była wycieczka nad fiord, ale było już dosyć późno i ciemno, więc musieliśmy odpuścić.

Stokke:
 
 
 
 
 
Nasza wynajęta na noc chatka :D
W sobotę na szczęście pogoda nam dopisała, co było niezbędne, ponieważ trochę się nałaziliśmy. Niestety następnego dnia, w niedzielę, musieliśmy się zbierać już do domu. Lot mieliśmy o 8:40. Okazało się, że pierwszy pociąg do Torp jest ok. 9:15 a autobus jeszcze później. Byliśmy więc skazani na podróż na piechotę. Ale my jesteśmy już wprawieni w bojach, więc poranny spacer (wyruszyliśmy o godz. 5) nie był dla nas niczym nadzwyczajnym. Przeszliśmy 11 km, z czego ok. połowy w ulewnym deszczu ;) No ale ok. 7 dotarliśmy na lotnisko, gdzie udaliśmy się najpierw do toalety w celu jako takiego ogarnięcia się, a następnie do sklepu i już potem zaliczyliśmy odprawę.

W drodze na lotnisko:
I piękny widok z okna samolotu podczas powrotu do Warszawy (już bezpośrednio). Lot trwał ok 1,5 h.
 Lądowaliśmy we mgle.

Wycieczka była bardzo udana. Norwegia jest niezwykle urokliwa: te śliczne drewniane, kolorowe domki, wszędzie czysto i schludnie, nie ma śmieci, kierowcy zatrzymują się od razu, gdy widzą, że człowiek zbliża się do przejścia, ludzie niezwykle mili i pomocni i bez problemu można się dogadać po angielsku. Jedyne co mnie zraziło to ceny. Za 1,5 l butelkę wody zapłaciliśmy 13,50 korony plus 2,5 korony kaucji. W przeliczeniu daje to 8 zł. Paliwo jest tam stosunkowo tanie - ok. 13-14 koron za litr. Z innych szokujących cen: puszka piwa 500 ml - ok. 29 koron, średnia pizza w restauracji 190 koron (za dużą trzeba zapłacić już 240 koron), czekoladowa muffinka w supermarkecie klasy Biedronka: 14 koron, zdjęcie w budce 80 koron, 15 minutowa jazda pociągiem (jedna stacja) 90 koron. Co by nie mówić, ceny mają tam chore. No ale widocznie przy ich pensjach nie maj na co narzekać. 
W razie jakbyście kiedyś chcieli jechać do Norwegii i podróżować pociągiem, kupujcie bilety w automatach (jeśli są na stacji) lub w kasach. Jeśli na danej stacji jest automat i można kupić bilet, ale się tego nie zrobiło z nadzieją, że kupi się u konduktora, to owszem kupicie, ale dopłacicie po 40 koron od osoby (taka kara za zakup u konduktora). Lepiej więc tę kasę przeznaczyć na co innego.

Mieliście okazję pozwiedzać Norwegię? Jakie są Wasze wrażenia?


wtorek, 23 września 2014

Jesieni nastał czas

Hej! No i już oficjalnie - astronomicznie i kalendarzowo - skończyło się lato i zawitała do nas jesień. Poranki i wieczory już są dosyć chłodne, deszcz pada coraz częściej, wcześniej się robi ciemno, a rano wstając z łóżka powoli trzeba zaczynać zapalać światło. Oto znak, że na jakiś bliżej nieokreślony czas wpadła do nas w odwiedziny jesień. Pora więc wyciągać z szafy swetry, szaliki i czapki oraz parasolki. Przyznam szczerze, że nie przepadam za jesienią. Chociaż czasem ładnie wygląda - pod warunkiem, że świeci słońce - mamy wówczas piękną złotą jesień. Niestety rzadko taka ładna pogoda do nas zagląda. Jednak wolę wiosnę i lato.
 
 
A Wy? Lubicie jesień? Czy może wolicie jakieś cieplejsze klimaty? A może komuś bardziej przypadła do gustu zima? Dajcie znać.
 

czwartek, 18 września 2014

Nowości od Essence - kolekcja Hello Autumn

Hej! Essence lubi zaskakiwać. Tej jesieni (tak, niestety lato możemy już definitywnie pożegnać) nabyć będzie można najnowszą kolekcję specjalnie na tę porę - Hello Autumn. Trzeba przyznać, że prezentuje się ona całkiem nieźle.

W kolekcji znajdziemy:
- dwie paletki 6 cieni do oczu,
- zestaw do brwi w dwóch odcieniach - dla blondynek i brunetek,
- dwie kredki do oczu,
- dwa kremowe błyszczyki do ust,
- róż w dwóch odcieniach,
- mozaikę brązującą,
- lakiery do paznokci w pięciu kolorach, które będą się zmieniać pod wpływem temperatury,
- pędzelek do nakładania cieni,
- gumki do włosów w 6 kolorach. 
 
Szczerze mówiąc jestem bardzo ciekawa tych nowych produktów i będę musiała się przejść do drogerii, żeby się im bliżej przyjrzeć. A tak sobie obiecywałam, że na jakiś czas odpuszczam sobie zakupy, żeby trochę kasy zaoszczędzić... Najbardziej zainteresowały mnie te lakiery do paznokci. A Wam przypadło coś go gustu? A może miałyście już okazję ich używać?







poniedziałek, 15 września 2014

Recenzja - Hean High Definition Matte Rice Powder

Hej! W sierpniowym haulu kosmetycznym pojawił się puder ryżowy marki Hean. W płaskim kwadratowym opakowaniu mamy 9 g produktu. Puder można kupić za ok. 15 zł. 
Puder ryżowy ma w swoim składzie olejek marula, który ma właściwości oczyszczające, antyoksydacyjne i matujące. Produkt absorbuje nadmiar wydzielanego sebum. Nie zawiera parabenów ani alergenów.

Skład: Talc, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Kaolin, Mica, Lauroyl Lysine, Ethylhexyl Hydroxystearate, Magnesium Myristate, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Dimethylimidazolidinone Rice Starch, Phenoxyethanol(and)Ethylhexylglycerin, Silica, [+/-Aluminium Oxide, CI 77492, CI 77491, CI 77499, CI 45410, CI 77711]



Po nałożeniu podkładu Rimmel Wake me up:
I po nałożeniu pudru Hean:

Co prawda trudno trochę porównać oba zdjęcia, gdyż niestety światło jest inne (za co bardzo przepraszam), ale wyraźnie za to widać, że po nałożeniu samego podkładu moje czoło wyraźnie się błyszczy. Po nałożeniu pudru tego efektu już nie ma. Zatem muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o matowienie cery, to produkt ten spisuje się idealnie. Cera przez dosyć długi czas pozostaje matowa, a pierwsze poprawki muszę wykonywać dopiero po ok 6 godzinach od aplikacji pudru. Nie zatyka porów. Stanowi bardzo fajne wykończenie makijażu. 
Małym minusem tego produktu jest fakt, że trochę się osypuje przy nabieraniu na pędzel, co zresztą widać na drugim zdjęciu. Może być więc mało wydajny, no ale zobaczymy, do dna się jeszcze nie dokopałam ;)  

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...