wtorek, 31 marca 2015

My skin routine, czyli słowo o mojej codziennej pielęgnacji twarzy

Hej! Nie ma co ukrywać, że twarz jest właściwie najbardziej widoczną częścią naszego ciała. Często to właśnie na nią zwracamy największą uwagę. Warto więc by była w dobrym stanie, zadbana i nawilżona. Każdą inną część ciała możemy zakryć ubraniem czy butami. Twarz natomiast jest ciągle wystawiona na działanie warunków atmosferycznych (wiatr, słońce, woda). Ważna zatem jest odpowiednia pielęgnacja, zwłaszcza zimą, gdy często zmagamy się z mrozem, oraz latem, gdy temperatura sięga czasem nawet 35 stopni i zdarza się, że szybko się pocimy. Nie zapominajmy też o odpowiednim nawodnieniu naszego organizmu (pijmy ok 2 litrów płynów dziennie, najlepiej woda, soki naturalne i zielona bądź czerwona herbata).  
Pielęgnacja cery jest istotnym tematem, dlatego też postanowiłam podzielić się z Wami moimi sposobami na utrzymanie zdrowej i zadbanej cery. Gdy byłam nastolatką często zmagałam się z różnego rodzaju niedoskonałościami. Teraz też od czasu do czasu zdarzy mi się jakiś niespodziewany niemiły gość, jednak są to na tyle sporadyczne sytuacje, że nie muszę się nimi za bardzo przejmować. Jeśli macie ochotę poznać moje sekrety pielęgnacyjne, zachęcam do dalszej lektury.

Krok 1 - oczyszczanie
Zacznijmy może od momentu przebudzenia. Skóra jest często mocno natłuszczona, ponieważ  w nocy nasz organizm nie próżnuje. Jest to czas, kiedy skóra się regeneruje i naturalnie się nawilża. Niestety nie jest to zbyt przyjemne w dotyku, ponieważ dotykając takiej twarzy, odczuwamy tłustą warstwę na skórze. Dlatego też poranek zaczynam od przemycia twarzy żelem do mycia Garnier Czysta Skóra. Następnie przemywam ją (z reguły dwukrotnie, ale tak naprawdę do momentu, aż płatek będzie całkiem czysty) płatkiem nasączonym tonikiem ściągająco-oczyszczającym Garnier. Wcześniej używałam też Clean&Clear głęboko oczyszczający tonik do twarzy.


Krok 2 - nawilżanie
Mam cerę mieszaną. Moim problemem jest tłusta strefa T (czoło i nos, chociaż raczej w moim przypadku tylko czoło). Musimy pamiętać, że nie możemy skóry tłustej czy też mieszanej wyłącznie matowić (tzn. jednocześnie używać matujących kremów, podkładów, pudrów). Może to doprowadzić do wzmożenia procesu naturalnego natłuszczania skóry (będzie ona produkować sebum w zwiększonej ilości, żeby tylko móc się odpowiednio natłuścić). Dlatego też najlepszym rozwiązaniem jest stosowanie nawilżającego kremu do cery mieszanej lub tłustej. W chwili obecnej używam kremu matująco-nawilżającego Lirene. Wcześniej używałam też Nivea matujący krem na dzień, Garnier Hydra Adapt do cery mieszanej, Soraya B3 Vitamin i Soraya Piękna Cera So Pretty. Najlepsze wyniki chyba były po Garnier. Skóra długo pozostawała nawilżona i nie przetłuszczała się tak szybko.
Tak potraktowana cera jest przygotowana do makijażu.


Krok 3 - zmywanie makijażu
Po całym dniu należy się naszej skórze trochę wytchnienia. Najpierw zmywam makijaż oczu. Do tego celu stosuję płatki nasączone płynem micelarnym. Do niedawna używałam wyłącznie tego marki Lirene. Po tym jak mi się skończył, postanowiłam wykończyć wreszcie płyn z Yves Rocher Pure Bleuet, który mi jeszcze zalegał na półce. Jednak Lirene jest dużo lepszy i oczy dużo mniej po nim szczypią. Kolejny etapem jest zmycie makijażu twarzy. Do tego celu ponownie używam żelu z Garniere. Następnie przemywam twarz tonikiem oczyszczającym. Pamiętajcie, że twarz przemywamy dotąd, aż wacik będzie całkowicie czysty.

Krok 4 - peelingi / maseczki
Raz - dwa razy w tygodniu wykonuję peeling złuszczający twarzy. Stosuję do tego celu różne kosmetyki. Od dłuższego czasu moim ulubionym jest Bielenda peeling gruboziarnisty, efekt diamentowej mikrodermabrazji. Drobinki ścierające są bardzo skuteczne. Cera jest wyjątkowo gładka po tym zabiegu. Wcześniej korzystałam też z Soraya morelowy peeling antybakteryjny, Garnier Czysta Skóra Active peeling brusher, Garnier Czysta Skóra 3 w 1 (peeling, maska, żel do mycia twarzy). Od czasu do czasu zrobię sobie też maseczkę, np. Dermika nasycenie, Ziaja maska nawilżająca (oraz Ziaja maska oczyszczająca), White Flowers błoto z morza martwego.

 


Krok 5 - krem pod oczy
Rzadko zdarza mi się nałożyć krem na noc. Chcę dać skórze odpocząć przez te kilka nocnych godzin. Co jakiś jednak czas nałożę krem pod oczy, zwłaszcza w dni, gdy jestem bardzo zmęczona i pod oczami robią mi się wyraźne opuchnięcia. W moim przypadku najlepiej sprawdza się Ziaja naturalny oliwkowy odżywczy krem pod oczy i na powieki.
 
Następnego dnia rano cały ten cykl zaczyna się od nowa ;)

Mam nadzieję, że uda Wam się wyciągnąć kilka przydatnych dla Was porad dotyczących codziennej pielęgnacji skóry twarzy. Nie jestem dermatologiem ani kosmetyczką, więc nie będę Was przekonywać, że moje sposoby są idealne i sprawdzą się u każdego. Dzielę się z Wami moimi wrażeniami, odczuciami i przyzwyczajeniami, które dobrze wpływają na stan mojej cery. 
Jeśli macie ochotę, to podzielcie się swoimi nawykami w codziennej pielęgnacji twarzy w komentarzach.
 

Recenzja - Body Club oczyszczająca maska do twarzy tea tree

Hej! Jak wspominałam w jednym z wcześniejszych postów, piszę recenzję maski oczyszczającej w 3 krokach z Biedronki. Będąc przypadkiem w tym sklepie, przechadzałam się między półkami z różnymi kosmetykami. W sumie nic nadzwyczajnego... Jednak, gdy podeszłam do kasy, moją uwagę przykuła właśnie ta maska. Były różne rodzaje do różnego rodzaju cery. Każda z nich kosztowała ok. 3 zł, szkoda więc było jej nie wziąć na wypróbowanie. 
Jest to koreańska receptura (co można zauważyć na zdjęciu pięknej skośnookiej pani na opakowaniu). Maska, jak wspomniałam, jest w trzech krokach. Pierwszy to delikatna pianka do mycia twarzy. Niewielka ilość spokojnie wystarcza na dokładne przemycie twarzy. Drugim krokiem jest nałożenie na twarz skoncentrowanego serum. Dopiero w trzecim kroku nakładamy maskę. 
Zapach nie zachęca do stosowania. Może nie jest jakiś bardzo przykry, ale ładny też nie.
Maski wraz z pianką i serum znajduje się w jednym opakowaniu podzielonym na trzy części. Całość waży 25 g.



Krok 1 - delikatna pianka oczyszczająca skórę twarzy.
Krok 2 - skoncentrowane serum wspomagające działanie maski
Krok 3 - nałożenie maski na twarz. Maseczka zrobiona jest z miękkiego, delikatnego i nasączonego materiału. Wycięte są dziurki na oczy, nos i usta. Jak dla mnie była troszkę za duża, więc musiałam się nieco namęczyć, żeby dobrze ją przyklepać do twarzy. Zresztą jak widać na zdjęciu, w niektórych miejscach się odklejała, a w innych nawet nie dotykała do skóry.
Maskę trzymamy na twarzy ok 15-20 min. Następnie ją zdejmujemy a pozostałość wklepujemy delikatnie w skórę. 
Szczerze mówiąc nie spodziewałam się jakichś spektakularnych efektów. Mogę przyznać, że twarz faktycznie wyglądała na oczyszczoną, tylko nie wiem, czy nie było to wyłącznie za sprawą tej pianki z pierwszego kroku ;)
Podobno najlepsze rezultaty osiąga się stosując tę maskę 2-3 razy w tygodniu. Być może... Ja jednak się o tym nie przekonam, ponieważ raczej nie kupię jej po raz kolejny. Cena jest przystępna owszem, ale cały zabieg trwa tyle czasu i jest tak pracochłonny, że wolę zwyczajnie umyć twarz żelem do mycia i następnie przemyć ją płatkiem zwilżonym tonikiem, niż bawić się w salon kosmetyczny. Nie jest to produkt, który bym odradzała, absolutnie, ale jakoś specjalnie zachęcać do zakupu też nie będę.

A Wy stosowałyście takie maski? Jakie są Wasze opinie?

wtorek, 10 marca 2015

Belgia - Bruksela, Antwerpia

Hej! Dziś kolejny post z serii "Podróże małe i duże". Jeśli chcecie poczytać o innych moich wypadach, zapraszam TUTAJ.W ostatni weekend (a właściwie w piątek i sobotę) byłam na wycieczce. Ekipa - właściwie ta sama, co wcześniej. Tym razem udało nam się wyskoczyć do Belgii.
Wyjechaliśmy w piątek po południu. Start - godzina 20.30 z Modlina. Na lotnisko Charleroi pod Brukselą dotarliśmy ok. 22:30. W ramach oszczędności (dla niewtajemnoczonych - większość wyjazdów z tą ekipą jest tak naprawdę za gorsze ;) ) noc spędziliśmy na lotnisku (pociąg do Brukseli - ok. 1 h jazdy z lotniska - mieliśmy ok. 6). W sumie nie było źle, aczkolwiek twarda podłoga i ciągłe oświetlenie nie pomagały w zaśnięciu. Pobudkę zorganizował nam pracownik kantoru na lotnisku ok, godziny 4. Szybkie odświeżenie się po nie do końca przespanej nocy, kawa i jazda do Brukseli.

Do Brukseli dojechaliśmy ok. 7. Dopiero zaczynało świtać.

Dworzec centralny w Brukseli.
Dzień budzi się do życia, ludzi na ulicach brak, od czasu do czasu ulicą przemknie jakiś samochód. Tylko pod ambasadą USA żołnierze stoja na baczność z karabinami w rękach.

 Centrum Brukseli z ratuszem w tle.
 Pałac Sprawiedliwości
Komisja Europejska
Łuk triumfalny, Park Cinquantenaire
 Pomnik Schumana w Parku Cinquantenaire
Park Cinquantenaire z łukiem triumfalnym
 Palma w Brukseli
 Ambasada RP
 Manneken pis (Siusiający chłopiec) - symbol Brukseli
Wielki Plac (Grand-Place) - rynek w Brukseli
 
Katedra Św. Michała i Św. Guduli w stylu gotyckim
Szukaliśmy wszędzie po drodze belgijskich frytek. Niestety jedyne jakie udało nam się znaleźć to takie zwykłe, podobne do tych w McDonaldzie. Początkowo ok. godziny 11 mieliśmy ewakuować się z Brukseli i jechać do Antwerpii. Ale tak nam się tam spodobało, że wyruszyliśmy dopiero ponad 2 godziny później. Grupa kibiców piłki nożnej wysiadła z pociągu dwie stacje wcześniej, natomiast ja z chłopakiem pojechaliśmy do centrum Antwerpii. Kolejne piękne miasto; chyba nawet ładniejsze niż Bruksela.
Dworzec kolejowy w Antwerpii
Brukselskie "Veturilo" ;) tylko w trochę większej ilości
Rynek
W Antwerpii psy jeżdżą w wózkach ;)
Zamek Het Steen
Rzeka Skalda

Katedra Najświętszej Marii Panny
Z Antwerpii wyruszyliśmy ok. 17 pociągiem bezpośrednio na lotnisko w Charleroi. Ok. 20 pożegnaliśmy Belgię. W ciągu tak naprawdę tylko jednego dnia nieźle się nałaziliśmy. Dobrze było wieczorem położyć się do miękkiego łóźka i na spokojnie się wyspać. Mimo wszelkich niedogodności, wycieczę uważam za udaną. Brukselę, a tym bardziej Antwerpię, naprawe warto zobaczyć. Architektura powala swoją wielkością, mnogością wyraźnych szczegółów i dobrym stanem, w jakim te budynki się znajdują. Po prostu bajka :)

A Wy byliście w Belgii? Co jeszcze poza stolicą warto tam zobaczyć? Żałuję, że nie udało nam się dotrzeć do Parlamentu Europejskiego, ale może innym razem da się to ogarnąć ;).







piątek, 6 marca 2015

Fotograficzne podsumowanie miesiąca - luty 2015

Hej! Luty jak to luty - ciemno i zimno. Chociaż trzeba przyznać, że w tym roku było kilka ładnych i w miarę ciepłych, jak na ten okres roku, dni. Szkoda, że nie miałam zbyt dużo okazji na zrobienie fajnych fotek. Niestety mój luty nie był zbyt ciekawy; dużo pracy, mało czasu dla siebie, wycieczek też nie było. Tak więc dziś trochę skromne podsumowanie miesiąca na fotkach. Mogę jedynie obiecać, że marzec będzie ciekawszy (szykują się dwa ciekawe wyjazdy zagraniczne, więc będzie co fotografować ;) ). 

Nowe buciki :)
Wybrałam się na ul. Marywilską do hal targowych. Można się tam zgubić! Poza tym jeden dzień nie wystarczy na obejście całości. Mi się udało "zwiedzić" dosyć pobieżnie tylko 3 hale, a jest ich chyba 8. Muszę przyznać, że bardzo ciekawe rzeczy można tam wypatrzyć, będę musiała jeszcze raz się przejechać i coś sobie fajnego kupić. Botki ze skórki w promocji kupiłam za 189 zł. Bardzo wygodne, stabilny obcas, niezbyt wysoki.
W połowie lutego byłam na szkoleniu, które odbyło się na 24 piętrze. Przez okno był piękny widok na Warszawę - widać Wisłę i Most Gdański. Szkoda, że była lekka mgiełka, bo może lepiej byłoby wszystko widać.
 
Stadion Polonii na Konwiktorskiej.
Pizzunia idzie do piekarnika. Mmmm, palce lizać ;)
A jak Wam minął ten miesiąc?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...